Mistrzowie rekrutacji
Posted on October 6, 2009 by Marek
Znalazłem na Goldenline ogłoszenie. Firma poszukuje pracownika. Stanowisko “Project Manager”. Od Internetu. Firma zajmuje się reklamą. A nawet jej innowacyjnymi formami.Zadania przyszłego pracownika od “zarządzania emisją reklam kontekstowych” przez “Uzupełnianie kontentu serwisów cms” do “Kontaktu z klientami w zakresie realizowanych akcji reklamowych”. Generalnie człowiek orkiestra. Niemal można z ogłoszenia wyczytać, że umiejętność stepowania mile widziana i dodatkowym atutem jest.
Kandydat ma w podstawowym (czyli jakim tak na marginesie – ma umieć uruchomić program?) stopniu znać Photoshopa i Flasha. Czyli ma być trochę grafikiem. Mam mieć też doświadczenie w emitowaniu reklam. Czyli ma być trochę traffikiem. Plus jeszcze takie rzeczy jak: Zdolność i chęć do samodzielnego i szybkiego przyswajania wiedzy (czyli wszystko musisz sobie zorganizować), Kreatywność twórcza (i musisz organizować szybko bo każdy deadline był wczoraj), Zdolność poszukiwania nowych rozwiązań (to jak już nikt nie będzie chciał z Twoją firmą pracować), Bardzo dobra organizacja pracy (to jest haczyk), Zdolność do pracy pod presją czasu i oczekiwań klientów (patrz hasło deadline był wczoraj) oraz Umiejętność swobodnej i rzeczowej komunikacji (czyli umiejętność wypowiadania kwestii – tak szefie, ma pan rację).
Najlepsze oczywiście na koniec. Czyli kasa i forma zatrudnienia. Podsumujmy, firma szuka project managera od Internetu, który będzie grafikiem, traffikiem, ekantem, office managerem, etc. Będzie robił wszystko. Firma oferuje mu (lub jej) umowę o dzieło oraz 2000 miesięcznie netto plus ewentualne premie. (Na końcu info “możliwość progresu wynagrodzenia”).
Zażenowanie czułem kiedy to czytałem. Jako że pracuje już dość długo, jestem w stanie wyobrazić sobie jak będzie wyglądała praca zatrudnionego (o ile się ktoś w ogóle znajdzie) i jak się będzie czuł po miesiącu. I współczuje już dziś. Firma z resztą też niespecjalnie skorzysta, bo zatrudni człowieka sfrustrowanego (który będzie pracował za każde pieniądze) lub takiego który nie zna swojej wartości. Jedno i drugie jest złe. Za wiedzę i doświadczenie się płaci. Im jednego i drugiego więcej tym wynagrodzenie wyższe. W agencjach reklamowych akurat wiedzą o tym doskonale tworząc ofertę dla klienta, startując w przetargu (wiem, bo pracowałem w dużej agencji sieciowej, znam temat od środka).
Miksowanie kilku stanowisk w jedno wcale nie jest takie fajne, również z PR-owego punktu widzenia. Jako klient zastanowiłbym się kilka razy czy chcę powierzyć swój budżet firmie, która mój brand da desperatowi zgadzającemu się pracować za miskę ryżu (wiem wiem, kryzys, ludzie umierają z głodu). Długo nie zastanawiałbym się prawdę mówiąc. I chyba klienci też się nie zastanawiają skoro pracodawca oferuje takie warunki. No chyba, że to zwykła chciwość…




