Poranny Radiodramat
Posted on August 21, 2009 by Marek
Duża grupa podróżujących rano do pracy umila sobie podróż słuchając radia. Jedni mają empetrójki z radiem, inni komórki z taką opcją, jeszcze inny podsłuchują radio kierowcy autobusu, a wygodni mają radio w samochodzie. Sposób słuchania nie jest ważny, natomiast istotne jest to czego słuchamy. I tu zaczyna się niemały dramat…
Chęć napisania o radiowym dramacie pojawia się u mnie cyklicznie, ale zwykle wtedy kiedy prowadzę, więc specjalnie możliwości pisania nie ma. Ostatecznie poczułem się zainspirowany tekstem mojego ulubionego redaktora z Agory, który napisał “radiowe ranki rozpaczy, czyli Kin i jego Idaho“. W sumie tu mógłbym skończyć, jako że podpisuje się pod tym tekstem tym czym podpisać się można. Ale jako były dziennikarz i fan radia napisać coś muszę.
Mój muzyczny gust i wrażliwość przez lata (od lat szczenięcych) kształtowali dziennikarze (czy też moi muzyczni guru) III Programu Polskiego Radia z Piotrem Kaczkowskim i Markiem Niedźwieckim na czele. Lubiłem też słuchać Marka Sierockiego, który kiedyś w nocy puszczał całe płyty Depeche Mode. W ogóle III PR to było radio grające najlepszą muzykę świata, o której opowiadali najlepsi dziennikarze muzyczni, z wielką wiedzą i umiejętnością posługiwania się językiem polskim. (Zabawy słowem w wykonaniu Marka Niedźwieckiego były rozrywkową wersją tego co z językiem polskim robi(ł) Lech Janerka).
Cóż mamy teraz?
Coś tak dramatycznego, że aż strach. Poranków nie prowadzą dziennikarze (wyjątkiem duet Wojewódzki-Figurski), a prezenterzy. Różnica polega na tym, że dziennikarz wie co mówi, a prezenter tylko mówi. Pół biedy jeśli przypomina słuchaczom, że słuchają radia X, że jest ten dzień, a nie inny, że pogoda jest taka i że usłyszymy teraz coś. Niestety ten gatunek wymiera. Szkoda, bo był mniej groźny i do strawienia.
Teraz poranki prowadzą ludzie, którym się wydaje że mają dużo do powiedzenia, znają się na wszystkim i co najgorsze, wydaje im się, że potrafią być zabawni. (I mają oczywiście racje – wydaje im się.) I tu zaczyna się prawdziwy poranny radiodramat…
Moim absolutnym faworytem jest człowiek o imieniu Konrad, prowadzący poranki w Radio ESKA Rock. Wcześniej, kiedy jeździłem
do pracy na 9 słuchałem go tylko chwilę bo od 8.oo pojawiał się Kuba Wojewódzki i Michał Figurski. Odkąd do pracy jeżdżę na 8.oo… przestałem słuchać radia (ale za to przesłuchałem już kilka razy Evangelion Behemotha). Przestałem, bo raz że dość często mam wrażenie, że właśnie doświadczam tego samego co Bill Muray w Dniu Świstaka, dwa że pewien poziom żenady jest dla mnie nie do przyjęcia.
Kropką nad i był ostatnio powtórzony przez prowadzącego dwukrotnie niezwykle śmieszny dowcip.
Raz komentarzem do tekstu o nieuprawiających seksu trzydziestolatkach – cytuje z pamięci więc pewne niedokładności mogą być – “ja nie mam problemu z seksem, uprawiam codziennie, a czasem dołącza żona”.
Drugi raz, komentarz do tekstu chyba o “pierwszym razie” brzmiał jakoś tak: “Ja zacząłem wcześnie, kiedy miałem xxx lat, później dołączyły koleżanki”…
No co jest? Nie śmiejecie się? Dlaczego?!
Ja rozumiem, że wszystkie rozgłośnie radiowe mają ten sam pomysł na poranek i że choćby nie wiem co, musi być śmiesznie, wesoło i radośnie (kolejna rzecz którą wręcz uwielbiam to kiedy w beznadziejny jesienny poranek, panienka w radiu szczebiocze o cudownym dniu i tego typu pierdołach). Ale czy rzeczywiście ta wesołość musi mieć poziom dyskoteki w remizie? I tylko błagam, niech nikt nie mówi, że tego chcą ludzie, bo tak wychodzi z badań. Nikt mi tego kitu nie wciśnie. OK, może nie każdy ma rano ochotę słuchać Behemotha czy Vital Remains. Ale bez przesady, ile osób ma ochotę słuchać głupich i do tego odgrzewanych jak mielony w dworcowym barze dowcipów, które śmieszne może i były ale 15 lat temu, opowiedziane raz w czasie suto zakrapianej imprezy?
To jednak tylko malutki fragment tego czym codziennie jesteśmy bombardowani, o reszcie nie ma sensu ani pisać, ani mówić. Na koniec pozwolę sobie zacytować fragment tekstu Wojtka (to dla leniwych, którym się nigdy nie chce klikac i przez to nie wiedzą co tracą), który jest idealnym podsumowaniem oraz przesłaniem dla wszystkich, którzy (niestety) prowadzą poranki:
Kiedy nie masz nic do powiedzienia, puść piosenkę. Kiedy po piosence nadal nie masz nic do powiedzenia, puść następną. A kiedy nie masz nic do powiedzenia po trzeciej, zmień pracę, ale nigdy, przenigdy, nie odzywaj się w radiu, kiedy nie masz nic do powiedzenia.
Amen.
Zdjęcie: jschneid . Licencja: Creative Commons





